Category Archives: Posty

Magia chaosu – wolność poglądów

Jednym z aspektów magii chaosu posiadającym nie najlepszą reputację, jest skłonność chaotów do korzystania z wizji pochodzących ze źródeł nie-historycznych, na przykład czerpanie z mitologii Cthulhu H. P. Lovecrafta, znajdowanie powiązań pomiędzy Rocky Horror Show i Drzewem Życia, przecinanie astralnej pustki w myśliwcu X-Wing, czy nawiązywanie komunikacji z bóstwami, które przed chwilą jeszcze nie istniały. Oczywiście, nie trudno stwierdzić, dlaczego korzystanie z podobnych technik w poważnej pracy magicznej może w pewnych kręgach budzić wątpliwości. W końcu czyż dzieło Lovecrafta nie jest czysta fikcją? I jak uprawiać magię przy pomocy czegoś, co w żaden sposób nie wiąże się z historią czy mitologią? W przeszłości tego rodzaju krytyka dotyczyła magów współpracujących z fikcyjnymi istotami. Postaram się w tym miejscu obalić jej argumentację.

Magia chaosu – system wierzeń

Po pierwsze, magia wymaga systemu wierzeń, w obrębie którego możemy pracować. System wierzeń to symboliczna i językowa konstrukcja, dzięki której magowie uczą się interpretacji swoich doświadczeń. Może on obejmować cokolwiek, począwszy od tradycyjnej kabały, skończywszy na popularnym w ostatnich czasach new age’owym powoływaniu się na „indiańskiego szamana”. Nieważne, którego systemu wierzeń używamy, tak długo, jak przemawia on do nas samych. Koniec końców większość magów opracowuje swoje własne systemy wierzeń, które są dla nich skuteczne, choć innych wprawiają w osłupienie. Dobrym tego przykładem jest „alfabet pragnień” Austina Osmana Spare’a. Kluczem do sukcesu w magii jest szczera wiara. Jeżeli chcecie popróbować czegoś nowego i potraficie sobie wmówić tego czegoś skuteczność, najprawdopodobniej wasze próby zwieńczą się powodzeniem. I nie ma znaczenia czy jest to pseudonauka, czy kabalistyka, skoro wymyślony przez was kontekst sprawdza się w praktyce. Osobiście zaobserwowałem, ze dzieje się tak często, kiedy próbuję rozszerzyć jakieś działanie magiczne o wcześniej nie używane elementy.

Kiedy już wymyślę prawdopodobne wyjaśnienie, dlaczego coś może działać w teorii, czuję się o wiele bardziej pewny w praktyce i potrafię przekazywać tę pewność innym. Jeśli jestem na sto procent pewny, że rytuał będzie działał, to najprawdopodobniej tak właśnie się stanie. Można z tym eksperymentować używając techniki zmiennych wierzeń lub metaprogramowania, na przykład posługując się czakrami. Wedle powszechnej opinii posiadamy ich siedem. Pomedytujcie więc nad nimi, opanujcie ich symbolikę i do dzieła! Zacznijcie miewać siedem różnych doświadczeń czakralnych. Następnie możecie przejść do pięciu sefirot z ćwiczenia Środkowego Filaru Israela Regardiego (kabała) jako psychicznych ośrodków ciała, a otrzymacie podobne wyniki. Rozumiecie już o co w tym wszystkim chodzi? Każdy system wierzeń może stać się podstawą magii tak długo, jak sami w niego wierzymy.

Magiczne symbole słowiańskie – część 2

Ręce Boga

 

Choć strażnicy wiary pilnują, by dogmaty były przestrzegane, każdy ma prawo do własnej interpretacji, z którą nie musi się obnosić. Może ją skrywać na własny użytek, pielęgnując, by była silna i okrzepła jak zastygła lawa. Odnosi się to do wszystkich symboli. Tych maleńkich i tych największych oraz przepotężnych.

Do nich zaliczyć można pradawny znak ryty w wielu miejscach przedwiecznej słowiańszczyzny. Symbol przypisywany był bóstwu alfa. W tamtych czasach musiał być symbolem jednoznacznym. Świadczyć za tym może fakt, że do dziś nie pozostały inne jego określenia.

Ręce boga odkryte ponownie odzyskały dawną pozycję. Dzisiejsi wyznawcy oddają mu należną cześć.

Czym był ten pradawny symbol przedstawiany wtedy za pomocą niezgrabnego piktogramu i prymitywną techniką graficzną. Wierzono, że jest gestem boga w stosunku do swych poddanych. Wyciągnięte olbrzymie ręce wielkiego bóstwa brały w opiekę cały świat wraz z jego mieszkańcami. Ludzie zawsze łaknęli opieki stwórcy, bo świat był nieprzewidywalny. Świat stawiał wyzwania, których stawką było życie. Przetrwanie, będące nagrodą za sprawność. Przetrwanie, które pozwalało na przekazanie genów następnym pokoleniom.

Symbol zbudowany jest z dwóch linii przecinających się pod kątem dziewięćdziesięciu stopni. Jedna linia obiera kierunek wertykalny, druga jest ułożona horyzontalnie. Obie są jednakowej długości i tworzą krzyż równoramienny. Na zakończeniu każdego ramienia znajduje się prostopadła do niego linia o długości ramienia krzyża. Od każdej z prostopadłych belek odchodzą do niej prostopadłe linie, które są z nich wszystkich najkrótsze. Na każdej ortogonalnej poprzeczce znajduje się ich co najmniej pięć. Ten fakt sprawia, że są podobne do ludzkich dłoni.

Patrząc na rysunek z oddalenia, odnosi się wrażenie, że widzimy na przedstawieniu tarczę słoneczną.

Porównanie do dłoni i ramion ponadnaturalnej istoty pozwala widzieć w symbolu opis wszechświata, który dla ówczesnych ludzi zawierał się w kilku ciałach niebieskich. Ziemia, Księżyc, Słońce, kilka widzianych gołym okiem planet uważanych za gwiazdy i przelatujące cyklicznie w pobliżu Ziemi komety były całym przeogromnym i nieskończonym uniwersum.

Symbol jest wyrazem dążenia do równowagi, w której znajduje się zdrowa natura. Równowagi kosmicznej i ziemskiej. Każda rzecz fizyczna dąży do zachowania równowagi. Jest to warunek konieczny do zaistnienia. Każde zjawisko natomiast jest przejawem nierównowagi. Jest motorem sprawczym i siłą napędową. To w zjawiska aktywują energię zmagazynowaną w materii. Potencjalnie użyteczna czeka w gotowości na ekspansje sił zewnętrznych, by mogła dać o sobie znać.

Lunula

Symbolika Lunuli jest interpretowana nawet przez fachowców na różne sposoby. Tak więc odbiór i rozumienie zagadnienia jest różny. Ciągle słychać spory choćby na temat, jak była noszona. Skoro była amuletem, czy chowano ja w zakamarkach przyodziewy, czy też noszono w blasku dnia na samym wierzch, chełpiąc się jej widokiem. Czy wisiała godnie na szyi pomiędzy kobiecymi piersiami, czy też jak współczesne różańce miała częsty kontakt z dłońmi, które ja rozgrzewały?

Kto nosił ten symbol? Pytanie równie ważne dla kontekstu sprawy, jak pozostałe i wcześniejsze. Nosiły je kobiety dojrzałe czy podlotki wchodzące w dorosłość. Panny na wydaniu szukające dla siebie drugiej połowy na resztę życia. To, że nosiły ją kobiety to pewne. Znajdowana jest w pochówkach na przestrzeni wielu wieków słowiańskiej historii sprzed zalewu chrześcijańskiego. Najstarsze, znalezione na terenach należących do wpływów słowiańskich, mają kilkanaście wieków. Jest to symbol stary jak obserwacje ciał niebieskich, z których księżyc jest dla nas ziemian największym obiektem. Tak wielki idol nie mógł nie pozostawić wpływu na wierzeniach. Tym bardziej że jego rytm pojawiania się na nieboskłonie jest jednaki z cyklem płodności wszystkich kobiet.

Noc była czasem magicznym. Choć większość wierzeń i zwyczajów wiąże tę część dnia z mrocznymi siłami, których się lękano, znalazło się miejsce dla wielu przejawów dobrej magii. Magii wspierającej ludzi, wręcz życiodajnej.

Wraz z Lunulą czczono nocne stworzenia uosabiające bogów, boginie i demony nocy. Sowa była atrybutem nocy czczonym właśnie przez niewiasty. Uważane były sowy za symbole mądrości. Tu nasuwa się odniesienie do greckiego parnasu i Ateny, której symbolem była sowa. Były rejony, w których dotychczasowi bogowie przyjmowali rolę bogiń. Tak silny wpływ miały kobiety na lokalne wierzenia.

Lunula należała do nurtu teologii związanej z płodnością i rozrodem. Stała w jednym szeregu z boginiami dającymi potomstwo. Dzięki potomstwu kobiety są w pełni kobietami. Jeśli dla kogoś dzieci nie są w życiu najważniejsze to wszystko, co posiada, na nic mu się nie zda. Na nic pieniądze. Jest gdzieś kres wszystkiego, a potomstwo jest żywym dowodem naszego bytu. I choćby wszyscy o nas zapomnieli, to dzieci i ich dzieci będą świadczyć o naszym pobycie na ziemi. Są jak list rzucony do oceanu. Możemy na niego wpływać, póki trzymamy go w ręce. Możemy wtedy zmienić jego treść lub nie wysłać go wcale. Kiedy wpadnie w fale oceanu płynie tam, gdzie zechce lub gdzie go fale zaniosą.

Auseklis

Wiele jest podobieństw w mitach narodów Europy i świata. Auseklis wpisuje się znakomicie w szereg wierzeń powiązanych ze sobą źródłami. Jest związany z mitami kosmogonicznymi, tłumaczącymi początki wszystkiego. Jak wnikliwej analizy wymagało wysnucie tak trafnych wniosków. Bez nowoczesnych metod badawczych, bez wyrafinowanego sprzętu. A propos − jak bardzo ludzkość się nie zmieniła od setek tysięcy lat. Kiedy to zakończył się pewien etap ewolucji mózgu i rozumu. Gdyby dzięki machinie czasu przenieść dziecko sprzed x-dziesięciu tysięcy lat i oddać pod opiekę współczesnej rodzinie, wyrósłby z niego człowiek mogący osiągnąć w naszym świecie wszystko. Zostać mistrzem sportu, profesorem fizyki lub zręcznym rękodzielnikiem w sztuce garncarskiej.

W mitach Auseklis występuje z bogiem nieba Diewas, którego jest jednym z synów. Synów bliźniaczych będących podwójnym wcieleniem planety Wenus. Toczy on codziennie walkę o swą oblubienicę Saule. Ona zaś jest odwzorowaniem Słońca. Świętą Jutrzenką przychodzącą co rano po długiej nocy. Zmagania toczą się na niebie, a przeciwnikiem Auseklisa jest księżyc zwany przez łotewskich Bałtów Meness. Wszystko to bez przyrządów optycznych ludzie zaobserwowali na niebie. W wyniku codziennych lustracji, gdy pozwalała na to pogoda, wywiedli wnioski, które przyprawili fantazją i swadą opowieści.

Auseklis symbolizuje planetę Wenus. Jako brat bliźniak jest objawieniem jej porannego wcielenia. Wenus jest jednym z trzech ciał niebieskich, których obserwacje można prowadzić bez użycia przyrządów optycznych.

Lśni na porannym niebie, gdy już inne gwiazdy bledną w słonecznym blasku. Dzieje się tak dlatego, że Wenus jest drugą planetą od Słońca, a zarazem najbliższą sąsiadką Ziemi. Dzięki swemu blaskowi przykuwała uwagę obserwatorów. Wenus jest trzecim z kolei ciałem niebieskim, które po Słońcu i Księżycu jest w stanie swym światłem wywołać na powierzchni ziemi efekt cienia.

Wychodzące z cienia Słońce oświetla powierzchnię chmur otaczających Wenus. Emitują one odbite światło słoneczne w kierunku Ziemi. Dzięki temu możliwa jest obserwacja tego pięknego ciała niebieskiego. Występuje w wielu mitologiach. Najsłynniejszą jest przypowieść grecka. Tam Wenus jest kobietą. Boginią miłości, którą narodziła się z piany morskiej. Bóstwa miłosne przedstawiane były w podobny sposób na całym świecie.

Auseklis każdego ranka odzyskuje dla nas Słońce po ciężkim boju z Księżycem i żegna je wieczorem, przygotowując się do walki. Wszystko na szczęście kończy happy end. Ten mit jest pełen nadziei. Nadziei na powrót światła słonecznego podtrzymującego życie na ziemi.

Magiczne symbole słowiańskie – część 1

Kołowrót/Swarzyca


Pradawne symbole i symbolika towarzyszą naszej cywilizacji jak brat bliźniak tak jak kołowrót towarzyszy Słowianom. Tak rodziły się pierwsze sposoby na przekazywanie treści. Na początku były proste, a zarazem rozmyte. Kilka kresek narysowanych na piasku patykiem mogło z czasem przenieść się na kawałek drewna zdobiony rowkami naciętymi już nie przypadkowo. Symbole rafinowały się w tyglu ludzkiego umysłu. Z drewna przeniosły się na glinę, kamienie i dalej na papier.

Znaczenie symbolu swarga, swarzyca i kołowrót

Dobrym przykładem jest pradawny znak przewijający się w wierzeniach słowiańskich. Kołowrót inaczej zwany swarzyca ma wiele wystąpień na detalach odkopywanych przez archeologów. Znany jest pod wieloma nazwami. Lista obejmuje blisko dziesięć pozycji, bez pewności, czy temat został wyczerpany.

Malowidło sprzed dziesięciu tysięcy lat jest uważane z prekursora wszystkich przedstawień. Pochodzi z najdłuższej spójnej kontekstowo epoki w dziejach cywilizacji ludzkiej. Paleolit jest najwcześniejszą epoką, kiedy to ludzie posiedli umiejętność obróbki kamienia.

Kołowroty miały przeróżne kształty i różną ilość elementów składowych. Od prostych w formie krzyża z zagiętymi ramionami pod kątem prostym. Przez spiralne, czteroramienne konstrukcje prawoskrętne i lewoskrętne. Do symboli o oktagonalnej symetrii, przypominające wyglądem słoneczny dysk. Na terenach dzisiejszej Polski najstarsza odnaleziona swastyka liczy sobie bez mała sześć tysięcy lat, czyli co najmniej cztery tysiąclecia przed narodzinami prekursora nowoczesnego systemu wiary, Jezusa.

Jedno jest charakterystyczne. We wszystkich strukturach wierzeń swarzyca jest symbolem pozytywnym. A spotyka się ją w hinduizmie i judaizmie. Ozdabiała panteon słowiański, germański i aztecki. Znano ją na całym prawie świecie. Oznacza to dobitnie, że odnaleziona swarga paleolityczna nie może być najstarsza. Wyruszyła w podróż razem z ludźmi przez nieznany świat w wielką wędrówkę ludów. I bez wehikułu czasu nie dokopiemy się jednoznacznej i obiektywnej prawdy. To jest jak szukanie źródeł Amazonki. Poruszając się w górę biegu rzeki, po kolejnym rozgałęzieniu nie jest się w stanie powiedzieć nawet z pięćdziesięcioprocentową pewnością, że to dobry kierunek.

Symbol i jego definicja

Słowo symbol wywodzi się z greki. Zahacza o semantykę, czyli relację formy do treści logo. Do balansu delikatnego i chwiejnego. Każdy symbol ma, używając nomenklatury muzycznej, jeden zasadniczy wydźwięk, czyli ton podstawowy i mnóstwo półtonów z zakresu fal niesłyszalnych dla ucha. Znaczy to, że każdy znak wyraża coś wprost, ale jest wiele niedomówień i znaczeń ukrytych, których się trzeba domyślić i odkryć je dla świata. Odkryć mentalnie i werbalnie. Do wyboru. I prezentować z upodobaniem, konsekwencja i wnikliwością. A właściwie z zaangażowaniem emocjonalnym. Tak by odkrywać jego tajne znaczenia, które często osiadły w wierzeniach lub uzusie społecznym jako tabu, lub wyższy stopień wtajemniczenia. Gnozy dostępnej jedynie wybranym i „przebudzonym”. Wybrańcami byli najczęściej słudzy wiary. Kapłani, żercy i szamani. Ocierający się o sacrum każdego dnia. Oddychający świętym powietrzem chramów i mającymi dostęp pod święte dęby.

Symbol Peruna

Perun Gromowładca. Pan wielki. Każde przedsięwzięcie musi mieć szefa. I jak jest na górze, tak i na dole. Ludzie, chcąc zapewnić sobie boską opiekę, przypisują własne stworzenie sile wyższej. Każda religia ma takie same fundamenty emocjonalne.

Hierarcha boskich panteonów od zawsze była osnuta na starych plemiennych układach zależności jej członków względem siebie. Zawsze był w stadzie przywódca, który koordynował działania grupy. Identyczne korelacje występują w przyrodzie, gdzie mamy do czynienia z grupami osobników zorganizowanych w stada.

Przewodnikiem boskiego stada w mitologii Słowian był Perun. Symbol Peruna rysowano na wszystkich ważnych dla ludzi przedmiotach. Miał chronić od złego, choć sposób, w jaki Perun okazywał swą łaskę, był dość wybuchowy.

Perunowa rozeta w podstawowej wersji, bez naleciałości stylistycznych, ma kształt sześciokąta. Trzy osie symetrii dzielą figurę na sześć identycznych trójkątów równobocznych.

Znak często i chętnie używany był na całym terytorium zamieszkałym przez ludy wywodzące się z pnia słowiańskiego. Używano go do ochrony dobytku przed niszczącym dotykiem gromów.

Gromowładne bóstwo symbolizowało najdziksze przejawy mocy natury. Żywiołem Peruna była burza z piorunami rażącymi ziemię. Doświadczenie porażenia wyładowaniem energetycznym i przeżycie było dla ówczesnych wyróżnieniem. Namiastką spływającej na człowieka chwały było posiadanie talizmanu wykonanego z materiału, który miał kontakt z boskim piorunem.

Początki prymatu w panteonie, jak wielu największych były bezpostaciowe. Jednak niecodzienność i gwałtowność zjawiska sprawiła, że Perun dostał w końcu ciało, postawę, charakter i atrybuty. Były to identyfikatory wojownika. Mocarza z olbrzymią tarczą szeroką w górnej części, osłaniająca przed ciosami tors i szyję, a wąską u dołu, by chronić nogę wykroczną. Olbrzyma z druzgoczącym wszystko młotem w muskularnej dłoni. Młot raził piorunami, gdy Perun atakował swych i naszych wrogów, przemierzając nieboskłon jak arenę wojenną.

Przedstawienie, pełne mocy, jest zarazem przejawem szacunku i bezgranicznego oddania lennych wasali.

Dziś nasze technologie dorównują licznym z tamtych wyobrażeń. I bogowie zmaleli. A ten, który przyszedł do nas z posłannictwem, nie miał w sobie nic z oszalałego walką i adrenaliną paladyna. Dał się pojmać, skatować i zabić na palu, który sam sobie przyniósł.

Dziś trzeba nam znów boga, który nas zachwyci. Przypomni czasy bohaterów. Mamy wciąż tęsknotę za zmaganiem, pokonywaniem i chwałą. Każdemu mężczyźnie przystoi towarzystwo dwóch bliźniaczek Glorii i Victorii.

Znak Welesa

Weles pojawia się obok swojego ojca i brata w micie o stworzeniu świata. Jak wszystkie mity o początkach wywodzi się z przegłębokiej zamierzchłości. I często wyglądem swym przypomina kolaż współczesnego artysty poskładany z ciut niepasujących do siebie kawałków. Poszczególne elementy są świetne. Postaci skończone. Tylko przejścia trochę nielogiczne i odrobinę infantylne. Jednak stanowią przykłady pięknej sztuki opisywania świata. I to jak ludzie sobie z tym radzili. Nasze rodzime mity długo nie zaznały utrwalenia w piśmie i dlatego są inne.

Z początków też wywodzą się stare znaki. Znak Welesa opisuje sporą część ewolucji postaci bóstwa w okresie następnym po wydarzeniach zawartych w podaniu o prapoczątkach. Symbol zawarty jest w kształcie trójkąta. Trójkąta równoramiennego, skierowanego równymi ramionami ku dołowi. Oba jednakowe boki przedłużone są ponad poziomo ułożony bok trzeci. Wyglądem swym mają przypominać rogi. Jest to nawiązanie do funkcji, jaką pełnił Weles. Był dla jego wyznawców opiekunem tego, co było ich podstawa bytu i całym życiem. Znak przypomina głowę rogatego zwierza. A jego czcicielami musieli być pasterze. Hodowcy bydła, którym Weles pomagał chronić stada. Groźne zwierzęta, jak niedźwiedzie i wilki były wielkim zagrożeniem dla hodowanej rogacizny. Dlatego Weles miał za kompana potężnego niedźwiedzia, a przyodziany był w skórę wilka. Oba atrybuty uzupełniały wizerunek boga. Czemu został Weles opiekunem skotu (bydła rogatego)? Na pierwszy rzut oka tego nie widać.

Był również bogiem czarnej magii. Zaklęć i przysiąg pieczętujących przymierza, układy i umowy handlowe. I tu właśnie można upatrywać jego dodatkowej funkcji. Hodujący bydło ludzie mieniali je miedzy sobą i w tych układach pomagać miał bóg. Umiejętności magiczne zaprowadziły Welesa w końcu do krainy umarłych.

Wracając do początków rozważań nad historią boga podziemi: w micie o stworzeniu świata występuje ze swoim bratem Swarogiem. Obaj zostali stworzeni przez boskiego rodzica Świętowita. Na ziemi zalanej wodą ich życie przebiegało wśród fal oceanu. Całe dnie kapali się i nurkowali w głębokiej wodzie. Nie było jednak nigdzie dna praoceanu. Bardziej wytrzymały i biegły w sztuce nurkowania okazała się Weles. To on potrafił nurkować na znaczne głębokości. Jednak nigdy nie udawało mu się dotrzeć do fundamentów. Kiedy pewnego razu znalazł dno, opowiedział o tym bratu i postanowili obaj stworzyć ziemię. Stała się ona jednak kością niezgody dla braci. Interweniował ojciec. Rozdzieliwszy rodzeństwo, osadził Welesa w podziemiu, oddając mu władzę nad światem zmarłych.

Rzucanie klątw i ochrona magiczna

Rzucanie klątw

Rzucanie klątw

W przypadku magii bojowej mamy do czynienia z kontrowersyjnym acz intrygującym zagadnieniem. Zazwyczaj traktuje się ja jako rzecz godną pogardy i potępienia. Czy słusznie? Zanim zaczniemy mówić, że rzucanie klątw jest nieetyczne, należy sobie przypomnieć, że posiada ono długą tradycję i w swej najmniej wyszukanej formie pojawia się już we wspólnotach plemiennych.

Wiemy z historii, że po klątwy sięga się wtedy, kiedy nie działa już nic innego. Trudno rozprawiać o karmie i etyce z kimś, kto trzyma nas pod butem lub wymierza broń w nasza twarz. Jeżeli już się jednak do niej posuwamy, powinniśmy wcześniej zastanowić się nad tym, czy jest to najlepsze wyjście z sytuacji i czy jeżeli klątwa osiągnie już swój cel, nie będziemy tego żałować. Pamiętajmy o tym, że życie jest bardziej skomplikowane niż jakiekolwiek podziały na białą i czarna magię. Dlatego też w magii chaosu kładzie się nacisk na wewnętrzny głos, który podpowiada nam jak najlepiej można brać odpowiedzialność za nasze życie.

Czy to zła klątwa, która sprawia, że wielokrotny gwałciciel traci umiejętność zacierania po sobie śladów i może być łatwiej złapany? To zła klątwa, która dosięga osobę wyrządzającą nam krzywdę i przysparzającą cierpienia? Czy to nieetyczne, że wykonuje się mszę żałobną za swego śmiertelnie chorego na raka przyjaciela, który konając w ogromnym cierpieniu, myśli jedynie i pożąda śmierci? Nigdy jednak nie powinna brać się za rzucanie klątw osoba niekompetentna, która się na tym nie zna. Tak poważne rytuały może wykonywać jedynie mag/rytualista z wieloletnią praktyką, wiedzą i predyspozycjami.

Ochrona magiczna

Zaklęcia ochronne cieszą się dużą popularnością, lecz co tak naprawdę rozumiemy przez „ochronę”? Ochronę przed trzęsieniami ziemi, napadami, meteorytami, czy czymś innym? A może zwykłe bezpieczeństwo? Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo, każdy inaczej je rozumie. Zastanówcie się więc, dlaczego potrzebujecie bezpieczeństwa? Czy to przez to, że jesteście wyzywająco bogaci, czy dlatego że często chodzicie w niebezpieczne miejsca. W tym drugim przypadku najlepiej zabrać się za techniki zwiększające świadomość wydarzeń wokół was. Kultywujcie poczucie zagrożenia/uwagi. Niektórzy wszakże mówiąc o ochronie, mają na myśli zabezpieczenie przed atakami magicznymi w postaci rytuałów ochronnych. Analizując konkretny przypadek należy uciec się do technik dywinacyjnych, z których u mnie najlepiej sprawdza się sesja z Tarotem.

Magiczne akcesoria w rytuałach

Różdżka magiczna

Reprezentuje wolę, czyli ukierunkowane pragnienie. Aby zrozumieć, czym jest wola w magii, należy przyjrzeć się koncepcji jedności pragnienia. Podczas gdy składanie obietnic, przysiąg i zobowiązań wywołuje konflikty w umyśle, mag poszukuje jedności pragnienia, zanim jeszcze przystąpi do działania. Stąd się bierze w praktyce magicznej tak duża uwaga z jaką się ją przygotowuje. Różdżka reprezentuje również pierwotną werwę, która pobudza nas do działania.

Sztylet

Zazwyczaj pełni w magii funkcje przedłużenia palca. Kreśli się nim w powietrzu sigile, pentagramy i inne symbole magiczne. Przypisuje się mu własność analizowania i rozróżniania. Skuteczność każdego sztyletu magicznego jest zatem wprost proporcjonalna do naszej umiejętności przypatrywania się sobie i sytuacji, w której się znaleźliśmy. Stąd się bierze wielka rola planowania w praktyce magicznej, umiejętności wyznaczania sobie konkretnych kroków do wybranego celu.

Puchar

Pełni role zbiornika, który wypełnia się danym przekazem. Może to być wino (lub inny płyn), które najpierw „ładuje się” mocą inwokacji, potem zaś konsumuje podczas uczty ofiarnej. Puchar jest tez przydatny do jasnowidzenia. Wiążą się z nim te wszystkie techniki magiczne, w których percepcji nie zakłóca dialog wewnętrzny ani żądza rezultatu, czyli stany objawienia, wróżby z Tarota, stany śnienia i spokoju umysłu.

Pentakl

Reprezentuje proces syntezy. Jest przedmiotem na którym manifestują się rezultaty praktyki magicznej i gdzie możliwe jest ich zrozumienie. Kładzie się na nim przedmioty, które mają być naładowane mocą magiczną wyzwoloną podczas rytuału.

Lampa

Jest fizycznym odpowiednikiem inspiracji. W komiksach widzimy ja pod postacią „dymków” z napisami. Natomiast w tradycyjnym systemie magii Zachodu odnosi się do idei boskości i Świętego Anioła Stróża, choć równie dobrze może się wiązać z bardziej pierwotnymi fetyszami, które z czasem osiągnęły status gnozy i inspiracji.

Posługując się magicznymi broniami podczas rzucania uroków, klątw, odprawiania rytuałów magicznych na różne okoliczności, czy też w trakcie codziennej praktyki magicznej, należy pamiętać, że rozwój uosabianych przez nie cech liczy się bardziej od form, w które się one przyoblekają. Stare powiedzenie głosi, że tylko ta broń magiczna posiada prawdziwa moc, którą wykonało się samemu, otrzymało od kogoś lub znalazło w nadzwyczajnych okolicznościach.

Magiczna moc

Należy zrozumieć, że magia nie dąży jedynie do poszerzania granic dostępnej rzeczywistości. Ale i uświadamia, że czasem warto narzucić sobie ograniczenia, by stały się one dla nas źródłem mocy. Tak, czy inaczej, czym jest owa „moc”? To jedno ze słów, które w pismach magicznych odnosi się do magów potrafiących zaklinać niebezpieczne demony. Ale także niszczyć swych wrogów i rozkochiwać w sobie kobiety. Znajdujemy w nich również wiele opowieści o tajemniczych energiach subtelnych, poprzez które przejawia się moc. Samo słowo „moc” posiada różne definicje. Jedna z nich powiada, że jest to „umiejętność oddziaływania na innych, posiadania nad nimi władzy i kontroli”. Inna, pióra Bertranda Rusella, mówi że magiczna moc to „umiejętność osiągania zamierzonego skutku”. Ta druga definicja jest najbliższa pojęciu „magicznej mocy”.

Magiczna moc

Magiczna moc

W ostatnich latach powstało spore zamieszanie wokół relacji miedzy mocą a główną regułą magii chaosu, zgodnie z którą „nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone”. Wedle niektórych interpretacji znaczy to, że samo sedno magii chaosu polega na odrzuceniu wszelkich ograniczeń i znalezieniu mocy w absolutnej wolności. Ujęcie takie wynika z niezrozumienia magii chaosu oraz samej natury mocy. We współczesnym świecie absolutna moc, pozbawiona ograniczeń, jest czystą fikcją. Wystarczy przyjrzeć się każdej osobie, która uchodzi za „potężną”, by zrozumieć, że jej moc jest ograniczona. Teoretycznie, prezydent Carter mógł zetrzeć Iran w proch w ciągu kilku minut. Lecz chociaż posiadał potrzebna do tego moc militarną, nie był w stanie tego uczynić. W świetle powyższego właściwsza definicja magicznej mocy określa ją jako umiejętność osiągania zamierzonego skutku w ramach ograniczeń narzucanych przez daną sytuację.

Powszechnym błędem jest przyjmowanie, że mag posiada kontrolę nad jakimiś aspektami rzeczywistości. Równie niewłaściwe jest dzielenie magii na „złą”, polegającą na wywieraniu wpływu, oraz „dobrą”, odwołującą się do wewnętrznej mocy. W pierwszym przypadku moc ma być rzekomo kierowana przeciwko drugiej osobie, przy użyciu środków fizycznych, prawnych i finansowych. W drugim jest mowa o poczuciu własnej wielkości, wypływającym z działań magicznych i kreacji artystycznych. Co się tyczy takich magicznych mocy jak telepatia, lewitacja, oddziaływanie z daleka na ludzi i zdarzenia, widzenie aury, prekognicja, i zginanie łyżeczek siłą woli, w tantrze noszą one miano siddhis, co z grubsza tłumaczy się jako „osiągnięcia”. Te osiągnięcia stanowią rezultat praktyki, dyscypliny i cierpliwości. Jeżeli więc zdarzy się wam spotkać maga, który potrafi czynić takie cuda, możecie być niemal pewni, że ma na swym koncie wieloletnia praktykę.

Magia to poszukiwanie mocy – umiejętność osiągania zamierzonych skutków, bardzo często poprzez magiczne rytuały. Stajemy się potężni wtedy, gdy udowodnimy sobie i innym magom, jeżeli z takowymi współpracujemy, że potrafimy wcielić w życie nasze pragnienia. Nabieramy wtedy pewności i luzu, ponieważ magia to nie jest coś, co się wykonuje, ale przejaw naszego istnienia. Różnica między skutecznym magiem a megalomanem polega więc na zrozumieniu ograniczeń związanych z ekspresją naszej mocy. Magia chaosu wcale nie oznacza lekceważenia reguł i ignorowania ograniczeń. Jest to sztuka odnajdywania najskuteczniejszych sposobów przeprowadzania zmian w świecie.

Magia Ochronna

Magia ochronna

Magia ochronna we współczesnym świecie, zinformatyzowanym i zindustrializowanym, nie straciła na atrakcyjności i wciąż jest na nią ogromnne zapotrzebowanie.

Magia ochronna

Jest pewien ważny fakt, który musisz wziąć pod rozwagę. Jako mag lub czarownica jesteś niczym sygnał świetlny. Będziesz zatem przyciągać uwagę różnego rodzaju bytów zarówno na ziemskiej płaszczyźnie, jak i na płaszczyźnie duchowej. Ci, którzy praktykują sztukę magiczną i celebrują pozytywne strony życia, będą przyciągać do siebie inne światłości. Od czasu do czasu, będą przyciągać również cienie. Nauczenie się, jak radzić sobie i pokonywać owe cienie, nie tracąc wewnętrznej równowagi, jest ważną częścią sztuki magicznej oraz twego treningu w tej dziedzinie. Dla tych, którzy poważnie traktują sztukę magiczną i wiodą życie pełne honoru, prawości, poradzenie sobie z tą kwestią stanowi wręcz swoisty numer jeden. Życie jako czarownica czy mag oznacza rozwój i zdobywanie doświadczeń związanych z magią. Będziesz się ciągle uczył, trenował i wkraczał na niezbadane terytoria wykraczające poza granicę tego, co uznajesz za komfortowe. Jako adepci sztuki magicznej dążymy do samodoskonalenia. Musimy zmierzyć się z naszymi słabościami, wadami, niepewnością i lękiem i przekroczyć wszelkie ograniczenia, by móc przejść pełną transformację. Przekraczanie narzuconych granic stanowi część treningu każdej czarownicy czy maga.

Dzięki realistycznemu i poważnemu spojrzeniu na kwestię metapsychicznej obrony i magii ochronnej możemy uczynić kolejny krok na naszej drodze. Prawdę mówiąc, jako adept magii z całą pewnością, prędzej czy później, w jakiś sposób zetkniesz się z koniecznością zastosowania obrony na poziomie mentalnym lub magicznym. Tak, wszyscy musimy przejść przez kilka stadiów zaprzeczenia, obaw, złości, aż dotrzemy do akceptacji. Wówczas, kiedy zrozumiesz, co stanowi problem, będziesz mógł przestać w końcu jedynie załamywać ręce i dręczyć się pytaniem, co do diaska, stało się z tym światem.

Metapsychiczna obrona

To chwila, by zaczerpnąć głęboko powietrza, rozejrzeć się wokół i zadać sobie kilka trudnych pytań. Czy czujesz się beztrosko i jesteś z siebie zadowolony? Być może po prostu nieco rozluźniłeś więzy podtrzymujące twoją osobistą magię ochronną. Zdarza się. I szczerze mówiąc, od czasu do czasu wszyscy o tym zapominamy. Bardzo łatwo jest stać się nieco leniwym w kwestii obrony metapsychicznej. Kiedy staniesz się zbyt zadowolony z siebie, wszechświat zwyczajnie wkroczy do akcji i udzieli ci kilku twardych lekcji. To może się przydarzyć każdemu. Sądzisz, że jesteś zbyt silny, by dać się niespodziewanie zaskoczyć? Zastanów się zatem, co to oznacza. Znaczy to, że zostałeś nagle nieświadomie przyłapany, kiedy się tego zupełnie nie spodziewałeś. Nie byłeś świadom nadchodzącego wydarzenia, dopóki ci się nie przydarzyło. Czy naiwnie sądzisz, że magia ochronna nigdy osobiście ci się nie przyda? W końcu, jako etyczni czarownicy, wiemy o tym lepiej niż ktokolwiek, że ci którzy praktykują magię, która komuś szkodzi, magię przepełnioną złośliwością czy zazdrością, muszą zapłacić za to swoją cenę. Wiele osób praktykujących magię nie może sobie nawet wyobrazić, że ktokolwiek mógłby robić coś tak głupiego celowo. Po prostu takie działania nie mieszczą się im w głowie, więc odmawiają nawet wzięcia takiej możliwości pod uwagę.

Właśnie w tym momencie, panie i panowie, mamy doskonały przykład zaprzeczenia. Taki pogląd na życie podtrzymywany jest przez Wiccańską poradę , która mówi: „Jeśli nie krzywdzi to nikogo, czyńcie, co chcecie”. Mając to credo na uwadze, wielu magów sądzi, że jedyną dobrą odpowiedzią na jakąkolwiek sytuację, jest przesyłanie swego światła i miłości. No cóż, powodzenia. Miłość jest wspaniała, ale jeśli ktoś napada cię fizycznie, to czy zamierzasz mu przesyłać swoją miłość i światłość, czy też raczej spróbujesz się bronić i zamarkować cios w czułe miejsce napastnika, aby mieć czas na ucieczkę?

Konkluzja

Pomyśl o tym. Zmierz się z tym: są wśród nas ludzie źli. Naiwnym byłoby nie brać pod rozwagę możliwości, że z jakiegoś powodu także mag może przekroczyć granice etyki. Wiara w to, że nigdy się z tym nie zetkniesz, jest tak samo nieodpowiedzialna jak spacer przez ciemny parking, z jednoczesnym podzwanianiem portfelem wypchanym gotówką i werbalnym obrzucaniem obelgami rzezimieszków mogących czaić się w okolicy. Czy zamykasz drzwi, kiedy wychodzisz z domu? Oczywiście, że to robisz. Czy zostawiasz leżące byle gdzie karty kredytowe oraz pieniądze? Nie, ponieważ to bezmyślne. Czy opowiadasz o swoich osobistych sprawach każdemu napotkanemu nieznajomemu? Oczywiście, że nie. W dzisiejszym świecie musisz być bystry i mieć nieco oleju w głowie. Nie ma tu miejsca na naiwność. To właśnie teraz dociera do ciebie prawda o magii ochronnej i metapsychicznej samoobronie. Teraz stajesz się bardziej świadomy.

Zasady Magii Chaosu

Podczas gdy systemy magiczne zazwyczaj opierają się na mapie duchowego i fizycznego wszechświata, takiej jak Drzewo Życia, Magia Chaosu opiera się na bardzo niewielu zasadach, które streszczają podejście tego systemu do magii (nie są jednakże uniwersalnymi aksjomatami i można je potraktować dość swobodnie)
Magia chaosu

1. Unikanie dogmatów. Mag Chaosu pilnuje się, aby nie popaść w dogmatyzm, chyba, że jest to część przyjętego przezeń na określony czas systemu wierzeń. Dlatego Magowie Chaosu mają prawo zmieniać zdanie, zaprzeczać sobie samym i posługiwać się na przemian argumentami słusznymi i niesłusznymi. Wiadomo, że wkładamy mnóstwo energii w to, żeby mieć rację – co złego w posiadaniu racji czasami?

2. Liczy się przede wszystkim osobiste doświadczenie . Innymi słowy, nie przyjmuj za pewnik tego, co mówię, tylko sprawdź to. Magia dość ucierpiała od teoretyków przekazujących z czystego lenistwa przestarzałe informacje i mity. Czasem dobrze jest spytać takiego człowieka o coś niecodziennego tylko po to, żeby zobaczyć, jak sobie poradzi z odpowiedzią. Niektórzy prędzej zaleją nas mało sensownym słowotokiem niż przyznają się, że nie znają odpowiedzi, podczas gdy autentyczny adept powie, że nie ma pieprzonego pojęcia. Magowie Chaosu doszli dość wcześnie do tego, że gdy już raz się uwolni magię od dogmatów, osobistych wierzeń, postaw i anegdot dotyczących poszczególnych technik, można ją opisać w dość prosty sposób.

MAGIA CHAOSU

3. Doskonałość techniczna. Jedną z błędnych opinii na temat Magii Chaosu jest to, że daje ona adeptom prawo robienia, cokolwiek zechcą, i w ten sposób pozwala na to, by podchodzili z lekceważeniem do samodyscypliny i autoanalizy itd. Nie. Magia Chaosu podkreśla, że z daną techniką należy eksperymentować do otrzymania pożądanych rezultatów. Nauka magii wymaga rozwoju pewnych cech i umiejętności, a jeśli chcesz się włączyć w najdziwniejszy jej nurt, czemu nie uczynić tego w najdoskonalszy sposób?

4. Odwarunkowanie. Paradygmat chaocki za jedno z podstawowych zadań maga uważa odwarunkowanie się z poglądów, postaw i iluzji dotyczących jego samego i świata. Nasze ego jest ułudą stabilności „ja”, które podtrzymuje swoje istnienie czyniąc rozróżnienia: czym jestem/nie jestem, co lubię/ czego nie lubię, przekonań politycznych i religijnych, upodobań seksualnych itp. – wszystko to służy utrzymaniu stabilnego obrazu siebie, zaś małe odstępstwa od tego dają nam poczucie naszej wyjątkowości i indywidualizmu. Dzięki ćwiczeniom odwarunkowującym możemy zwiększyć zakres naszej swobody poruszania się po rzeczywistości, zmniejszyć nasze przywiązanie do naszych wierzeń i egofikcji, co pozwoli je swobodnie modyfikować wtedy, gdy będzie to przydatne.

TAJEMNICE MAGII CHAOSU

5. Różnorodność podejść. Jak wspomniałem, tradycyjne podejście do magii to wybranie jednego systemu i pozostawanie w jego obrębie. Chaocki punkt widzenia zachęca do eklektycznego podejścia do rozwoju i Mag Chaosu może wybierać sobie, cokolwiek uzna za pożyteczne, z systemów magicznych, fikcji literackiej, telewizji, religii, sekt, parapsychologii itp. Oznacza to, że jeśli zapytasz dwóch chaotów jednocześnie, co teraz robią, rzadko okaże się, że to samo. Dzięki takiemu podejściu trudno jest jednoznacznie zakwalifikować Chaos, co martwi tych, którzy odczuwają potrzebę jednoznacznego określenia wszystkiego i nadawania etykietek.

6. Gnoza. Jednym z kluczy do mocy magicznych jest zdolność do wchodzenia w odmienne stany świadomości aktem woli. Niektórzy chcą wyraźnie oddzielić te stany od normalnej świadomości, ale prawda jest taka, że przybieramy wiele pośrednich stanów świadomości – marzenia, „autopilot” (gdy wykonujemy coś bez myślenia o tym) i różne poziomy uważności. Jeśli chodzi o magię i dobrowolne, intensywne stany zmienionej świadomości, to możemy te stany podzielić na hamujące i ekstatyczne. Do tych pierwszych zaliczymy techniki takie jak joga, medytacja, kontemplacja, wróżenie, oraz deprywacja sensoryczna, podczas gdy do drugich – mantrowanie, taniec, trans, pobudzenie emocjonalne i seksualne.
Phil Hine

Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku

Rozwój praktyk okultystycznych

Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku

„Latem 1887 roku pewien angielski adept sztuki wolnomularskiej odnalazł stary manuskrypt zawierający dziwne słowa zapisane niezrozumiałym szyfrem. Dokument ten przekazał swemu „bratu” z Wielkiej Zjednoczonej Loży Angielskiej, dr Williamowi Wynnowi Westcottowi. Tak rozpoczęła się okultystyczna przygoda, która dała początek wielkiemu odrodzeniu magicznemu końca XIX wieku.

Schyłek XIX wieku sprzyjał rozwojowi praktyk okultystycznych. Nowe odkrycia naukowe kwestionowały dotychczasowy spójny obraz świata. W szczeliny rozbitego kosmosu wdzierał się chaos i coraz wyraźniej przypominał o swojej obecności. Luki w rozbitym świecie całości starała się wypełnić w XVIII wieku ideologia racjonalistyczna. Lecz jej spoiwo skruszało w niecałe sto lat później pod naporem kolejnych pytań i wątpliwości. Nie były to wszakże wątpliwości podszyte zwątpieniem w sens istniejącego świata. Lecz raczej wynikające z żądzy otrzymania bardziej pełnych odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne. Kiedy złudzenia racjonalizmu okazały się niedostateczne w objaśnianiu zagadek życia, wielu twórczych ludzi ogarnął niepokój. Kazał im szukać rozwiązań tych zagadek w samej tajemnicy ludzkiego umysłu.

Zainteresowania okultyzmem

Ten radykalny zwrot ku „doświadczeniu wewnętrznemu” pod koniec XIX wieku zaowocował narodzinami „czarnej powieści” i psychologii. A z ich mariażu, wzbogaconego o kontakt z innymi kulturami i systemami religijnymi, wyłoniło się wielkie zainteresowanie „wiedzą tajemną”, którą przyszli adepci woleli nazywać „okultyzmem”. Okultyzm stał się systemem magicznych i mistycznych praktyk rytualnych, mających na celu doskonalenie się jednostek. Jego adepci lubili się odwoływać do wielowiekowych związków z pradawnymi i zapomnianymi arkanami wiedzy o naturze ludzkiej. I choć magia jak i mistyka znakomicie funkcjonowała obok i w ramach oficjalnych nurtów religijnych, to jednak dopiero w epoce Renesansu uzyskała samoświadomość i wyodrębniła się jako oddzielny nurt myślowy. Potrzeba było jednak kolejnych dwustu lat, żeby myśl przyoblekła się w kształty, a „okultyzm” przyjął instytucjonalne formy.

Niezależnie od rozmaitych podań o tajemnych bractwach Różokrzyżowców i własnych „historii” różnych grup okultystycznych, można spokojnie powiedzieć, że pierwszym jawnie istniejącym ugrupowaniem okultystycznym, które posiadało duży wpływ na klimat epoki było Towarzystwo Teozoficzne, założone w 1875 roku przez Helenę Bławatską. To właśnie dzięki nieustannemu wysiłkowi tej charyzmatycznej kobiety na grunt zachodni przeniesiono liczne elementy filozofii Wschodu. A Towarzystwo Teozoficzne skupiło się na studiach porównawczych między różnymi systemami religijnymi Indii i obszaru śródziemnomorskiego. Jednakże. W sferze praktyczno-rytualnej Towarzystwo Teozoficzne nie wnosiło nic nowego. Jego spotkania miały przebieg dysput filozoficznych bądź seansów spirytystycznych. Czym nie różniły się prawie wcale od praktyk uprawianych wcześniej na dworach i salonach.

Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku – magiczne objawienie

Pod tym względem organizacją, która jako pierwsza zbudowała solidny system okultystyczny, był Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku. Zakon powstał w 1888 roku z inicjatywy trzech byłych teozofów i „różokrzyżowców”: dr Williama Wynna Westcotta, dr Williama Woodmana oraz Samuela Liddella MacGregora Mathersa. A przyczyną sprawczą, która doprowadziła do jego powstania, był tajemniczy zaszyfrowany manuskrypt. Rok wcześniej nabył go Westcott od starego masona, wielebnego A.F.A. Woodforda. Po rozszyfrowaniu zawiłego pseudo-alfabetu Westcott odkrył, że rękopis ten zawiera pięć rytuałów masońskich niewiadomego pochodzenia. Zachęcony tym odkryciem, zwrócił się do Mathersa z propozycją, żeby ten napisał inne rytuały w oparciu o znaleziony rękopis, dając tym samym podstawy do założenia nowego zakonu okultystycznego.

W epoce „czarnej powieści” i konspiracji obowiązywała aura tajemniczości. Mając tego świadomość, Westcott doniósł, że rękopis zawierał również karteczkę z adresem pani Anny Sprengel z Norymbergi, spadkobierczyni nauk różokrzyżowców i przywódczyni tajemniczego zakonu Die Goldene Demmerung, wraz z notką przypisującą zaszyfrowane rytuały tej właśnie tradycji zakonnej. W wyniku korespondencji z rzekomą panią Sprengel, Westcott miał otrzymać upoważnienie do prowadzenia zakonu o tej samej nazwie, która po przetłumaczeniu na język angielski brzmiała „Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku”.

Aleister Crowley – twórca magiji

Mag – Aleister Crowley

Aleister Crowley

Aleister Crowley urodził się 12 października 1875 r. w Leamington, w hrabstwie Warwickshire (Wielka Brytania). Pochodził z drobnomieszczańskiej rodziny producentów piwa, należącej do skrajnej sekty chrześcijańskiej Braci Plymuckich, która posługiwała się dosłowną interpretacją Biblii i traktowała ją jako słowa samego Ducha Świętego. Dom Crowleyów stanowił miejsce spotkań członków sekty, które zawsze przeradzały się w nabożeństwa bądź dysputy religijne. Młody Aleister większość czasu spędzał na lekturze Biblii pod bacznym okiem ojca.A kiedy ten wyjeżdżał, by głosić słowo boże, dostawał się pod kuratelę nienawidzącej go – z wzajemnością – matki, przez którą nazywany był Bestią 666. Po śmierci ojca Aleister wyjechał do specjalnej szkoły Braci Plymuckich, gdzie wiedzę wtłaczano do młodych umysłów za pomocą rózgi i bata, a lekcje przedzielane były zbiorowymi modłami. Wdawał się tam ciągle w bójki, za co karano go długimi głodówkami i pozostawaniem w odosobnieniu.

W końcu, wycieńczony i znajdujący się u kresu wytrzymałości psychicznej, został przeniesiony do szkoły powszechnej w Malvern. Szkoła słynęła z rozwiązłości obyczajów, a Aleister szybko zasmakował w rozkoszach cielesnych. Postarał się też zemścić na swojej matce i niemalże na jej oczach uwiódł pokojówkę. Niestety, życie spłatało mu figla: znowu musiał zmienić szkołę, a w nowej miejscowości zaraził się od prostytutki rzeżączką. Bujne życie towarzyskie wcale nie przeszkadzało mu w nauce. Dostał się do prestiżowego Trinity College w Cambridge, gdzie studiował filozofię, psychologię, ekonomię i filologię klasyczną. Wspinał się po skałkach i górach Szkocji, zdobywając sławę najszybszego i najbardziej odważnego w tym sporcie. Pisał wiersze, baśnie i pornograficzne przypowieści. Grał również w szachy, a był w tym tak dobry, że pokonał samego mistrza Szkocji. Tyle tylko, że już wtedy co innego władało jego umysłem.

Magia

Pierwsze doświadczenie mistyczne przeżył, gdy miał dwadzieścia jeden lat. Zrozumiał wtedy, że droga życiowa człowieka prowadzi ku boskości i zapragnął osiągnąć ten cel. Okazja nadarzyła się dwa lata później, kiedy to w hotelowej restauracji przypadkowo spotkał Juliana Bakera – chemika, metalurga, a zarazem… alchemika.Ten zaś poznał go z przywódcami Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, tajemnej organizacji krzewiącej nauki różokrzyżowców, alchemików i kabalistów. Crowley wstąpił do tego zakonu w 1898 roku. Jego kariera w Złotym Brzasku rozwijała się w zawrotnym tempie. Zdobywał kolejne stopnie inicjacyjne, a po roku przyjęto go do wewnętrznego kręgu wtajemniczeń, do którego należeli tylko przywódcy Zakonu. Wtedy to część okultystów sprzeciwiła się coraz większym zaszczytom, jakich dostępował. Nie podobała im się ekstrawagancja i biseksualizm tego buńczucznego młodzieńca, który potrafił przychodzić na spotkania zakonne ubrany w płaszcz, pod którym nic nie miał.

Nie chciał ubierać się w staromodne stroje magiczne i praktykować rytuałów o wątpliwej skuteczności. Wolał sam zgłębiać tajniki magii i opracowywać nowe techniki. Kiedy więc jego zakonni bracia odmówili mu wstępu do paryskiej loży bractwa, wynajął kilku mocno zbudowanych mężczyzn i, ubrany w strój góralski, razem z nimi wtargnął do lokalu, wyrzucając z niego zdumionych okultystów. Sytuacja pogorszyła się, kiedy odsunął się od niego MacGregor Mathers, szef Zakonu. Doszło wtedy do wielkiej wojny magów, w trakcie której grupa Mathersa usiłowała zabić Crowley’a za pomocą czarnej magii. Opowiadano, że wokół niego szalały zwierzęta, tłukły się naczynia, lecz jemu samemu nic się nie stało. Podobno odpłacił im pięknym za nadobne. Przeprowadził inwokację demona, który miał ich ze sobą skłócić. W kilka miesięcy później Zakon Złotego Brzasku rozpadł się na wiele małych frakcji

Podróże

W tym czasie Crowley rozpoczął pielgrzymkę po świecie. Najpierw udał się do Meksyku, gdzie obserwował praktyki tamtejszych szamanów, medytował i wspinał się po górach z Oscarem Eckensteinem. Stamtąd pojechał do Azji. Praktykował jogę z Allanem Bennettem, wędrował po Indiach i Birmie. Podczas pobytu w Paryżu zaskarbił sobie przyjaźń całej bohemy artystycznej. Cieszył się także ogromnym powodzeniem u kobiet, co zawdzięczał nie tylko swemu urokowi osobistemu, ale i „perfumom nieśmiertelności”, które składały się z bursztynu i mocno podniecających kobiety domieszek. Mniej przyjemną stroną tego pachnącego wynalazku było to, że idąc ulicą, płoszył dorożkarzom konie.

Kiedy wrócił do Anglii, ożenił się z niezwykle ekscentryczną kobietą – Rose Kelly. Podczas podróży do Egiptu, małżonkowie spędzili noc w Wielkiej Piramidzie. Wkrótce Rose zaszła w ciążę, a Crowley, przekonany, że dziecko będzie niezwykłe, roztoczył nad żoną opiekę magiczną. Wkrótce Rose doznała objawienia. Będąc w transie ujrzała egipskiego boga Horusa, który chciał, aby Crowley się z nim porozumiał. Na początku Crowley nie dowierzał opowieści żony, lecz idąc za jej wskazówkami, dokonał w końcu inwokacji i nawiązał channelingowy (za pomocą pisma automatycznego) kontakt z Horusem. Otrzymał wiadomość, że nadchodzi „Równonoc Bogów”. Za pośrednictwem Rose dowiedział się także, że w dniach od 8 do 10 kwietnia (w samo południe) otrzymywać będzie przekazy Nowej Ery. Crowley całe życie pragnął kontaktu ze swoim Aniołem Stróżem.

Aiwass

I właśnie wtedy – jak opowiadał – Anioł mu się objawił przyjąwszy imię Aiwass. Przez trzy dni Aiwass dyktował mu Liber Legis, czyli „Księgę Prawa”, (która później stała się jego Biblią, podstawą stworzonej przez Crowley’a religii – Thelemy). Z jej treści wynikało, że zbliża się upadek chrześcijaństwa i wkrótce (w 1905 roku) nastąpią narodziny nowej epoki, eonu Horusa, w której jedynym przykazaniem będzie „Czynienie swojej woli”. Według „Księgi Prawa”, „Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą”, a więc każdy człowiek może odnaleźć swoją boskość, jeśli tylko pozbędzie się złudzeń i dotychczasowych nawyków. Drogą do przemiany miałoby więc być odrzucenie obyczajowości, misterium kontaktu między płciami oraz swoboda twórcza. Crowley zaś, głosząc panowanie woli nad fantazjami, miał być prorokiem tej nowej ery. Ponieważ jednak był wówczas pod silnym wpływem buddyzmu, niezbyt mu to proroctwo odpowiadało.

Rzucił więc księgę w kąt i wyruszył w podróż – z żoną i maleńką córką, którą nazwał Nut Ma Ahathor Hecate Sappho Jezebel Lilith. Niestety, dziecko nie przetrzymało trudów podróży i zmarło na tyfus w Rangun. (Krążyły plotki, że dziewczynkę zabiło jej imię.) Zrozpaczony Crowley porzucił żonę i pogrążył się w żałobie. Większość czasu spędzał na podróżach po Maroku ze swym przyjacielem, poetą Victorem Neuburgiem. Założył także magiczny zakon „Srebrna Gwiazda” lub A..A.. (skrót od łacińskiego Astrum Argentum), którego zadaniem było indywidualne ćwiczenie się w doskonaleniu mocy umysłu i poszukiwanie nowych technik magicznych.

Magia seksualna

W roku 1912 Crowley’a odwiedził Theodor Reuss, szef niemieckiej grupy okultystycznej Ordo Templi Orientis (O.T.O.). Reuss twierdził, że Crowley w swoim piśmie Equinox („Równonoc”) ujawnił niektóre tajemnice O.T.O. dotyczące magii seksualnej. Domagał się więc, by mu wyjawił, kto te tajemnice zdradził. Po wnikliwej dyskusji uznał jednak, że Crowley dotarł do nich dzięki własnym studiom. W dowód uznania zatem mianował go przywódcą angielskiego oddziału O.T.O., noszącego nazwę Mysteria Mystica Maxima. Z biegiem czasu Crowley zdominował O.T.O. i za jego pośrednictwem głosił swą religię. Równocześnie rozwijał działalność A..A.., w którego szeregach znajdowały się takie postacie, jak George Cecil Jones (jeden z filarów Złotego Brzasku), Austin Osman Spare (twórca magii chaosu) i kapitan Fuller (twórca doktryny wojny błyskawicznej – Blitzkriegu).

W 1920 roku założył na Sycylii, w miejscowości Cefalu, Opactwo Thelemy, skupiające wyznawców nowej religii. Znalazł też nową oblubienicą – Leah Hirsig, która urodziła mu dziecko – ale i ono niestety zmarło. Za murami opactwa działy się rzeczy, o których wieśniacy mówili tylko szeptem. Fakt, Crowley urządzał tam magiczne orgie seksualne, jakich świat nie widział, uprawiano sodomię, składano krwawe ofiary ze zwierząt. Sam Crowley popadł w narkomanię (jednym z powodów była nasilająca się astma). Zażywał takie ilości heroiny i kokainy, które zabiłyby każdego normalnego człowieka. W końcu wokół Opactwa wybuchł skandal, gdyż niejaki Lovelock, młody adept, umarł pijąc wodę z klasztornej studzienki. Jego żona rozpętała aferę w prasie, opisując, co też dzieje się w Opactwie. W tym czasie we Włoszech rządzili faszyści. Skandal spowodował, że Crowley został wyrzucony z Włoch.

Koniec ziemskiej wędrówki

Odtąd zaczyna się tułaczka Crowley’a po świecie i schyłkowy okres jego działalności. Stara się publikować swoje książki własnym nakładem, gdyż większość wydawców mu odmawia. Po śmierci Theodora Reussa zostaje wybrany szefem O.T.O. Pracuje nieustannie nad swoim systemem magicznym, tworzy dzieła literackie oraz talię zreformowanego tarota. Dużo spaceruje po Londynie. Jego mieszkańcy widują go czasem, jak na widok pijaka z kochanką zdejmuje kapelusz bądź przed księżmi odprawia egzorcyzmy grecką formułą Apo pantos kakodaimonos (Chroń nas przed złymi duchami). W styczniu 1945 roku przenosi się do hotelu Netherwood w Hastings. Pisze tam jedno ze swoich najwspanialszych dzieł, „Magię Bez Łez”. Żywi się już tylko jajecznicą, zimnym indykiem i heroiną. Pali fajkę z tytoniem zmieszanym z rumem. Choć nieustannie ma kłopoty finansowe, to jednak jego urok osobisty pomaga mu zdobyć sponsorów, dzięki którym może żyć we względnym dobrobycie i zawsze ma wszystko, co zaspokaja jego pragnienia. Umiera 1 grudnia 1947 roku. 5 grudnia odbywa się „Ostatni Rytuał”, w trakcie którego Louis Wilkinson czyta „Hymn do Pana” i fragment Mszy Gnostyckiej, po czym ciało Crowley’a zostaje poddane kremacji. Lecz legenda Maga Wszech czasów i „bestii ludzkiej” dopiero teraz zaczyna się tworzyć.